Dyrektor Łaźni Nowej wspomniał o nim w rozmowie tak, jakby znanie Ważyka było rzeczą absolutnie oczywistą. Pokiwałem głową z miną znawcy, a po rozmowie popędziłem czytać.
I dobrze, bo okazało się, że nie chodzi o żadnego poetę z marginesu. Chodzi o człowieka, który napisał ten wiersz o Nowej Hucie. Nie jeden z wielu — ten jeden, po którym w Polsce zaczęła się odwilż.
Dziś przepuszczam Ważyka przez samplery, a ostatnio przez AI. Ale najpierw trzeba wiedzieć, kogo się sampluje.
Chłopiec z krakowskiej awangardy
Nazywał się Ajzyk Wagman. Urodził się 17 listopada 1905 roku w Warszawie, w żydowskiej rodzinie — ojciec Beniamin był doradcą hipotecznym. Miał dwóch braci: Saula, dziennikarza i tłumacza, oraz Leona Trystana.
W latach 1924–1925 siedział w Krakowie, w środku Awangardy Krakowskiej — w redakcji „Almanachu Nowej Sztuki”, z tekstami w „Zwrotnicy”. Miał dziewiętnaście lat i wywracał polską poezję do góry nogami.
Trzydzieści lat później napisze wiersz, który wywróci najnowszą dzielnicę tego samego Krakowa. Lubię takie klamry.
Ze Lwowa na stanowisko oficera politycznego
Wojna zastała go we Lwowie. W listopadzie 1939 podpisał deklarację akceptującą sowiecką aneksję Zachodniej Ukrainy. W latach 1942–1944 służył w Armii Polskiej w ZSRR i napisał słowa pieśni marszowej 1. Korpusu. Od 1943 był w Związku Patriotów Polskich, a do Polski wrócił z 1. Armią Wojska Polskiego — jako oficer polityczno-wychowawczy.
Po wojnie został sekretarzem Związku Literatów Polskich i głównym teoretykiem socrealizmu. I to trzeba powiedzieć precyzyjnie, bo w tym jest cały ciężar tej historii: on nie był wykonawcą doktryny. On ją ustalał. To on tłumaczył innym pisarzom, jak należy pisać.
21 sierpnia 1955, pierwsza strona
Latem 1955 roku napisał „Poemat dla dorosłych”. 21 sierpnia 1955 ukażał się w tygodniku „Nowa Kultura” — na pierwszej stronie. Piętnaście części.
Duża część poematu dotyczy budowniczych Nowej Huty. I nie jest to pean.
Robotnicy, których oficjalna narracja pokazywała wyłącznie w glorii, są u Ważyka zdemoralizowani i ogłupiali fałszywą propagandą. Pisze o biedzie, o prostytucji, o wypadkach. O całej tej rzeczywistości, której nie pokazywano trójkom pisarskim — grupom literatów przywożonym do wzorcowego osiedla, żeby napisały utwory ku chwale.
I na tym szczególe zatrzymałem się najdłużej. Pisarzy przywożono tutaj w trójkach, z gotowym planem. Ważyk był jednym z tych, którzy ten plan ustalali — i to on w końcu napisał nie to, co mu pokazano, ale to, czego pokazać nie chciano.
„Trybuna Ludu” dała sygnał
Była to najmocniejsza krytyka polityczna, jaka do tamtej pory ukazała się w prasie kontrolowanej przez komunistów. Reakcja była odpowiednia.
- Jakub Berman i Edward Ochab określili poemat jako utwór antypartyjny, szkodliwy i zniekształcający obraz rzeczywistości.
- „Trybuna Ludu” dała sygnał do ataku.
- Jerzy Putrament i Stefan Żółkiewski wyśmiewali jego „wątpliwości”. Ludwik Flaszen napisał tekst o tytule, którego się nie zapomina: „O trudnym kunszcie womitowania”.
- Powołano specjalną komisję partyjną.
- Paweł Hoffman, redaktor naczelny „Nowej Kultury”, który podjął decyzję o publikacji — stracił stanowisko.
A numery „Nowej Kultury” sprzedawano na bazarach, poemat przepisywano ręcznie i kolportowano. Sam Ważyk dostał tylko krótki zakaz publikacji — żadnej poważnej kary nie było. Ale głównym teoretykiem socrealizmu nie został już nigdy.
Nowa Huta mu nie podziękowała
I teraz rzecz dla naszej dzielnicy najważniejsza, o której rzadko się wspomina.
W grudniu 1955 roku w Nowej Hucie odbyła się radiowa dyskusja o poemacie. Nazwano go paszkwilem.
Nie partia w Warszawie — to znaczy partia też, ale tutaj chodzi o coś innego. Ta dyskusja odbyła się u nas. Człowiek napisał, że ludziom w Hucie jest ciężko, a Huta odpowiedziała, że to paszkwil.
I wiecie co? Rozumiem jedną i drugą stronę. Dziś łatwo klaskać Ważykowi. Trudniej zrozumieć kogoś, kto w 1955 roku przyjechał tu z walizką, dostał mieszkanie z ubikacją w środku — pierwszy raz w życiu — i przeczytał w gazecie, że jest zdemoralizowany i ogłupiony.
Obaj mieli po trochu racji. Właśnie dlatego to taki dobry temat.
Potem był już po tej drugiej stronie
W 1957 odszedł z PZPR, w proteście przeciw zawieszeniu pisma „Europa”. I został tam, gdzie stanął, do końca życia:
- 1964 — podpisuje List 34
- 1968 — staje po stronie studentów
- 1976 — Memoriał 101
- 1980 — Apel 64
Tłumaczył też — i to na wysokim poziomie: Rimbauda, Apollinaire’a, Aragona, Éluarda, Horacego, „Eugeniusza Oniegina” Puszkina. Umarł 13 sierpnia 1982 roku w Warszawie, w stanie wojennym.
Dwa wstydy
Ważyk i Broniewski to para, którą warto czytać razem.
Wstyd Broniewskiego trwał trzy dni grudnia 1949 roku — i został mu do końca życia. Wstyd Ważyka trwał dekadę, bo on nie napisał jednego panegiryku w ciągu alkoholowym. On ustalał reguły, według których inni pisali panegiryki.
A potem był pierwszym, który powiedział to na głos. Na pierwszej stronie.
I nie wybaczyła mu za to żadna strona. Partia — bo zdradził. Opozycja — bo pamiętała, kim był wcześniej. Przepraszał ludzi, których przedtem atakował. Mówił o sobie, że był w domu wariatów i wyzdrowiał.
Nie wiem, czy to się nazywa rozliczenie. Wiem, że mało kto się na takie zdobywa.
Szukam — i to konkretnie
- Nagrania albo zapisu tej grudniowej dyskusji z 1955 roku w Nowej Hucie. Jeśli ktoś wie, w jakim archiwum to leży — dajcie znać, bo to byłby dokument pierwszej wody.
- Egzemplarza „Nowej Kultury” z 21 sierpnia 1955, albo chociaż zdjęcia tej pierwszej strony.
- Wspomnień ludzi, którzy wtedy w Hucie mieszkali i to czytali. Co się o tym mówiło na klatce? To mnie interesuje najbardziej, bo tego nie ma w żadnej monografii.
Następny w kolejce Ryszard Kapuściński, który w 1950 roku napisał „Poemat o Nowej Hucie”, a potem tu wrócił i zrobił reportaż o tym, jak budowniczym żyło się naprawdę. Cały cykl zbieram na stronie Poezja z Huty.
Poematu nie cytuję — prawa autorskie do Ważyka wygasają dopiero w 2053 roku. Ale szczerze mówiąc, nawet gdyby wolno było, to nie ma sensu. „Poemat dla dorosłych” trzeba przeczytać cały, wszystkie piętnaście części, od początku do końca. Żaden cytat tego nie zastąpi.